Wasza Historia
2 min czytania
Tętniak zmienił moje życie – ale go nie zatrzymał
Justyna
Mama dwóch córek, która wygrała z tętniakiem
„Boję się, ale wiem, że będzie dobrze… musi być dobrze.”
Moja historia zaczęła się dokładnie rok temu. Zwykła wizyta u lekarza rodzinnego z powodu męczących szumów usznych skończyła się skierowaniem do laryngologa. Badanie audiometryczne wykazało lekki niedosłuch w lewym uchu. Po dwóch tygodniach kolejne badanie w innym ośrodku potwierdziło wynik. Pani doktor, jak to powiedziała, „w związku z moim młodym wiekiem” (obecnie mam 43 lata), skierowała mnie na rezonans z kontrastem.
We wrześniu 2024 roku otrzymałam wynik, którego najmniej się spodziewałam – tętniak. Szok, niedowierzanie, lęk. Co teraz? Zaczęło się gorączkowe poszukiwanie specjalisty. Z polecenia trafiłam do dr Katarzyny Stanisławskiej – to był strzał w dziesiątkę. Ciepła, empatyczna i niezwykle profesjonalna, dokładnie omówiła sytuację. Było jednak jedno „ale” – konieczna była angiografia, aby ostatecznie potwierdzić diagnozę. Kolejne badania, kolejne oczekiwanie, iskierka nadziei… niestety, wynik jednoznaczny: tętniak w okolicy rozwidlenia tętnicy środkowej mózgu prawej, o nieregularnym kształcie i szerokiej szyjce.
Decyzja była szybka – embolizacja. Pani doktor szczegółowo raz jeszcze, krok po kroku omówiła cały zabieg, który zaplanowano na koniec listopada. Oczekiwanie, strach, niepewność. Dzień przed operacją – szereg badań i konsultacji. Zabieg przez tętnicę udową, w znieczuleniu ogólnym. Byłam pierwsza na liście – pomyślałam, że to dobrze, nie będę miała czasu na długie rozmyślania. Nie pamiętam momentu, kiedy wieziono mnie na salę operacyjną, ale pamiętam moment przebudzenia – ulgę, że już po wszystkim. „Jestem zdrowa” – pomyślałam.
Wieczorem przyszła pani doktor zapytać, jak się czuję. Niestety, usłyszałam słowa, których się nie spodziewałam: „Nie udało się zrobić wszystkiego. Tętniak okazał się większy i miał szerszą szyjkę. Założono stent, ale za pół roku musimy dołożyć spirale”.
Noc była ciężka. Ze względu na ucisk w pachwinie musiałam leżeć do rana. Zero siadania, wstawania, zginania nogi po nakłuciu. Ból koiły kroplówki.

Rekonwalescencja przebiegła dobrze. Najbardziej bolała pachwina, ale z każdym dniem było lepiej. Po półtora miesiąca wróciłam do pracy. Żeby nie myśleć o tym, co mnie znów czeka… Miałam ogromne szczęście – otaczały mnie przyjaciółki, które wspierały mnie na każdym kroku, nie pozwalały na negatywne myśli. Tak samo jak mój mąż i rodzina.
Teraz czekam na telefon z terminem kolejnego zabiegu. Czuję jego oddech na plecach, ale chcę mieć to już za sobą. Boję się, ale wiem, że będzie dobrze… musi być dobrze. Mam wspaniałego męża, dwie cudowne córki. Mam dla kogo żyć.
Zdrowie to największy skarb, a wczesna diagnoza może uratować życie… Czasem najmniejszy objaw może prowadzić do poważnych odkryć, dlatego nie bagatelizujmy sygnałów, które wysyła nasze ciało. W trudnych chwilach najważniejsze jest wsparcie bliskich i wiara, że wszystko skończy się dobrze. Życie jest kruche, ale warto walczyć o każdą jego chwilę.