Wasza Historia
2 min czytania
„Pęknięty tętniak zabrał mi wszystko. Walkę wybrałam sama.”
Natalia Makowiecka
Pęknięty tętniak mózgu spowodował niedowład lewej strony
„Nie poddam się. Nigdy nie dopuściłam do siebie zwątpienia, bo wiedziałam, że to, co wypracuję, będzie tylko moje.”
28 grudnia 2016 roku – dzień, który zmienił wszystko. Rano jak zawsze zrobiłam trening, bo sport był moim życiem. Biegałam półmaratony górskie, uliczne, każda trasa była dla mnie wyzwaniem. Po powrocie do domu czułam się świetnie, nie miałam żadnych objawów, nigdy wcześniej nie bolała mnie głowa.
O 11:00 poszłam do pracy, a o 12:30 pojawił się ten ból – nagły, przeszywający, z prawej strony głowy, promieniujący do tyłu. Po chwili zaczęłam tracić siły, całkowity niedowład lewej strony. Mrowienie przeszło przez całe ciało – od twarzy aż po stopy. Szybka reakcja, szpital, diagnoza – pęknięty tętniak. Dwa dni później operacja.
A potem walka, jakiej nie da się opisać. Musiałam nauczyć się wszystkiego od nowa. Siadać, podnosić ręce, chodzić czy wykonywać najprostsze czynności. Byłam całkowicie zależna od innych. Przez pewien czas poruszałam się na wózku inwalidzkim, ale wiedziałam jedno – nie poddam się. Nigdy nie dopuściłam do siebie zwątpienia, bo wiedziałam, że to, co wypracuję, będzie tylko moje.
Straciłam wiele – zdrowie, dobrze płatną pracę, przyjaciół, którzy okazali się tylko znajomymi na dobre czasy. Zostali nieliczni, ale prawdziwi i oczywiście rodzina, której jestem bardzo wdzięczna. Straciłam też sport, który był moją pasją. Nie mogę biegać jak kiedyś, ale wiem, że jeszcze przyjdzie dzień, w którym moje życie będzie wyglądało inaczej.
Nie byłoby mnie tu, gdzie jestem, gdyby nie rehabilitacja, która trwa do dziś i jest nieodłączną częścią mojego życia. Nie wyobrażam sobie bez niej funkcjonować, bo wiem, że każdy krok, każda najmniejsza poprawa to efekt ciężkiej pracy.
Mam jeszcze niedowład – największy problem jest z ręką, bo jest całkowicie niesprawna. Z nogą radzę sobie lepiej, ale wszystko idzie swoim tempem. Najważniejsze, że idzie do przodu.
Dziś mam nowe cele. Podróżuję, próbuję grać w squasha – może to jeszcze nie to, co kiedyś, ale daje mi radość. Przede wszystkim jednak cieszę się życiem. Doceniam każdą chwilę, najmniejsze rzeczy, które wcześniej wydawały mi się oczywiste. Wiem, że los dał mi znak – musiałam się zatrzymać, zwolnić, spojrzeć na świat inaczej.

