Moja Historia – Rozalia

W styczniu 2013 roku na zlecenie mojej Pani neurolog zrobiłam rezonans magnetyczny. Cierpię na migreny, a ponieważ zaczęły się one nasilać, a tomografia zrobiona jakiś czas wcześniej nic nie wykazała postanowiłyśmy szukać dalej przyczyn moich dolegliwości. 

Od dziecka mam różnego rodzaju problemy neurologiczne. Moja mama, gdy mnie urodziła miała 40 lat, tata też nie był najmłodszy (56 lat) i to w ich wieku lekarze doszukiwali się moich problemów zdrowotnych. Do tego od 7 roku życia cierpię na drżenia całego ciała (szczególnie rąk). Do dziś nikt nie wie co to dokładnie jest, ale pojawiły się w momencie śmierci mojego taty.

Tak, jako 7 letnie dziecko zostałam “sama” na świecie. Mama zmarła gdy byłam malutka, nawet jej nie pamiętam! To był pierwszy “koniec świata” w moim życiu.

Przez 12 lat żyłam w rodzinie, którą wybrał mi tata, ale nie o tym. Gdy odebrałam wyniki rezonansu, gdzie zapisano – tętniak lewej tętnicy szyjnej wewnętrznej – 2,5 mm – mój świat runął po raz drugi. Byłam młodą, 26-letnią kobietą, pełną marzeń, miałam wspaniałego męża i 6-letniego synka. Wtedy nie miałam pojęcia co to tętniak, ale byłam pewna, że to wyrok, że mój kochany syn wychowa się bez mamy – tak jak ja. Szybko trafiłam do profesora Juszkata, zrobiono mi angiografię i zapadła decyzja, że tętniaka nie ruszamy póki co. Zostaję pod obserwacją. Profesor Juszkat odpowiedział wtedy na wszystkie moje pytania, opowiedział jak powinno wyglądać moje życie – ze świadomością, że mam tętniaka. Początkowo mnie to uspokoiło, ale potem przyszedł czas, kiedy wpadłam w depresję, bo jak mam żyć, skoro mam w głowie “bombę”. Jak mam się cieszyć z życia, jeśli nie wiem co się wydarzy. Gdy zaczęłam już wracać do normalności, oswoiłam się z sytuacją, w październiku 2013 roku miałam wypadek samochodowy. Złamałam mostek i spędziłam 3 miesiące na silnych lekach w domu. Ten czas nie był dobry, bo znowu przyszły te myśli, że ja wegetuję, a nie żyję, bo przecież ten wypadek mógł zakończyć wszystko. Przyszedł czas na kontrolny rezonans, ponowna decyzja, że obserwujemy tętniaka.

 

I wtedy nie wiem skąd, nie wiem jak ale zrozumiałam, że to wszystko co się wydarzyło do tej pory w moi życiu jest po coś. “Nic nie dzieję się bez przyczyny” – to moje motto od tamtej chwili.

Mam je nawet wytatuowane po łacinie na ręce, abym o nim pamiętała. Wtedy moje życie z tętniakiem nabrało nowego sensu. Weszłam w tryb zadaniowy, w tryb – co ma być to będzie, ale od dziś żyję na swoich zasadach, tak aby niczego nie żałować. Jest tyle rzeczy do zrobienia w życiu.
 
I ruszyłam – zawsze byłam bardzo dobrą uczennicą, ale z pewnych przyczyn nie dane było mi podejść do matury. Dlatego moim pierwszym krokiem było właśnie zrobienie matury. Kolejny krok – zawsze chciałam robić coś związanego z matematyką, z liczeniem, bo to lubię, ale nie chciałam, aby było to po prostu uczenie kogoś liczenia. Poszłam do szkoły policealnej i tak zostałam księgową. Nadal było mi mało, wszak życie się toczy, a ja nie mogę go marnować. W wieku 33 lat rozpoczęłam studia, ba mimo obaw, że spotkam się z odrzuceniem ze strony młodszych koleżanek i kolegów z roku zostałam bardzo ciepło przyjęta. Trafiłam do Samorządu Studenckiego do różnego rodzaju organizacji studenckich. Mój świat wypełnił się nauką, życiem akademickim i wspaniałymi ludźmi. Studia skończyłam z wyróżnieniem. Dziś jestem wykładowcą na mojej uczelni i rozpoczynam drogę do doktoratu. Czy to koniec życia na pełnych obrotach? Nie! To wszystko co się wydarzyło nauczyło mnie spontaniczności, cieszenia się z małych rzeczy i czerpania z życia garściami. Chce się śmiać, chce tańczyć w deszczu, chcę być! Dziś jestem mamą 18-letniego młodego mężczyzny, który dzięki mojej chorobie jest bardzo otwarty na drugiego człowieka i na to, aby mu pomóc, wesprzeć. Mam u boku cudownego męża, który przez te wszystkie lata jest, wspiera, dodaje sił, podnosi mi głowę, gdy opadam z sił. Rozumie moje obawy i wspiera. Niebawem kolejny rezonans, pewnie znowu będzie obserwacja mimo, że tętniak ma teraz 4 mm, ale to jeszcze nie czas na zabezpieczenie go. Co zrobię, gdy przyjdzie ten moment, że będzie można przeprowadzić embolizację!? Nie wiem, bo z “badziewiakiem” (tak nazywam mojego tętniaka) nauczyłam się żyć i to życie nie jest uboższe, jest kolorowe i piękne. Kocham książki, dużo czytam, marzę o napisaniu własnej książki, historii o radości życia. 

Mój tętniący życiem świat – jest piękny! Nie zawsze jest kolorowo, ale ważne, że mogę przeżywać każde z tych emocji! Tętniak rozwalił mój świat, ale pozwolił go zbudować na nowo! Cokolwiek się stanie – nie będę żałować!

Jeżeli chcesz się podzielić swoja historią napisz do nas. Jeżeli sobie tego życzycie, zapewniamy anonimowość. Twoja historia może być inspiracją dla innych i pomóc Tobie. 

Zycie Po Zabiegu

Moja Historia – Rozalia

W styczniu 2013 roku na zlecenie mojej Pani neurolog zrobiłam rezonans magnetyczny. Cierpię na migreny, a ponieważ zaczęły się one nasilać, a tomografia zrobiona jakiś czas wcześniej nic nie wykazała postanowiłyśmy szukać dalej przyczyn moich dolegliwości.  Od dziecka mam różnego rodzaju problemy neurologiczne. Moja mama, gdy mnie urodziła miała 40

Czytaj Więcej »